Mnóstwo planów z ostatniego tygodnia nie wypaliło, więc przesunęły się na tydzień bieżący. Dziś akurat przypadała wizyta u pani adwokat, na szczęście wszystko odbyło się szybko i sprawnie. Wracając zdążyłam wpaść na kawę do koleżanki, która pracowała w mojej ulubionej kawiarni. Trochę pogadałyśmy, bo akurat było mniej klientów. Wychodząc od niej zrobiłam nieco zakupów do domu, ponieważ w lodówce niewiele już zostało, a wieczorem wracały dzieciaki z kolonii. Mąż zajął się sprzątaniem, co wprawiło mnie dosłownie w zachwyt, bo zwykle były to obowiązki na mniej spoczywające. Tym sposobem wspólnie przyrządziliśmy kolację, która miała zostać podana dokładnie po powrocie maluchów. Pojechaliśmy po nie pod szkołę, gdzie spotkali się wszyscy rodzice. Wracając nie było końca opowieściom odnośnie przygód i atrakcji, w jakich mieli okazję zakosztować. Nawet dostaliśmy po malutkim prezenciku. Pamiątkowym upominku znad morza, gdzie spędziły ostatni trzy tygodnie. To był naprawdę udany i bardzo owocny dzień.