Mój pierwszy wyjazd na narty. Jechała z nami rodzina męża – my jeszcze bez dzieci, oni już z jednym maluchem! Jee… pojeździmy na nartach (w końcu to fantastyczne i będziemy mieć nowe hobby:) i odpoczniemy! Pierwszy wieczór, zaraz po przyjeździe – lecimy jeszcze zjechać kilka razu. Jadę sobie wyciągiem w górę i widzę, że ktoś leży… zjeżdżam raz, drugi, trzeci i w końcu jadę obok tego całego zamieszania i co? Okazuje się, że to szwagier leży i właśnie zabierają go do szpitala bo chyba złamał nogę… Zamieszanie, płacz, jazda do szpitala… masakra. Okazało się, że to wcale nie lekkie złamanie, szwagier wraca do domu, my zostajemy – bo oprócz nogi na szczęście nic się nie stało. No i wykupujemy ubezpieczenie, bo okazuje się  – że to ważne. Szwagier nie miał i dochodził swoich praw u gościa, który wjechał w niego. Niestety – takie sprawy nie są jednoznaczne, więc nie łatwo je wygrać. Musieliśmy wziąć prawnika (dobry specjalista – polecam) – i sprawa ciągnęła się dość długo. Od tamtego zdarzenia nauczyliśmy się – że jednak własne ubezpieczenie warto mieć. Na każdą podróż. Jak widać –  różne rzeczy się zdarzają i nigdy się ich nie spodziewamy. A to błąd…