Każdego dnia w pracy muszę zmagać się z nowymi, nierzadko trudnymi zadaniami. Dziś jednak dzień był całkiem spokojny. Przyszłam do biura nieco wcześniej, żeby uporać się z zaległościami. Nie były to zadania niecierpiące zwłoki, jednak prędzej czy później, trzeba było im podołać. W sumie większość dnia upłynęła w ten sposób. Jak już uporałam się z zaległościami, zaczęłam planować popołudniowe zakupy. Mąż miał wejść do marketu budowlanego, ponieważ interesowały go kleje do glazury. A że obok było sporo sklepów z odzieżą, butami i dodatkami, to i ja postanowiłam skorzystać z wolnej chwili. W końcu nie przydam mu się w markecie budowlanym, bo i tak nie potrafię nic doradzić. A do tego zbliża się wesele mojej siostry, wypada więc porozglądać się za kreacją i jakimś prezentem. Nim wyszłam z pracy spłynęło mi trochę nowych zadań. Odłożyłam planowanie na bok i wzięłam się za swoje papiery. Roboczy dzień upłynął niemalże w tempie błyskawicznym i cieszyłam się, że wreszcie mogę iść na zakupy, które bądź co bądź, były naprawdę całkiem udane.